-
Minęły dwa lata. To tak dużo? Prawda? Po mimo tego nie ma dnia żebym nie
myślała o tym, co by było- przykucając nad grobem założyłam wystającą spoza
koka grzywkę za ucho- co by było gdyby, gdybyś tu był – łkając, zaczerpnęłam
głęboki oddech, jakbym przygotowywała się do nurkowania, a potem powoli go
wypuściłam- Cholera jasna! Przecież dobrze wiesz jak się odbiła na mnie śmierć
matki, przez ten cholerny wypadek moje życie wywróciło się do góry nogami – siedząc
po turecku patrzyłam w zachmurzone niebo- może dla ciebie to była tylko
kobieta, która wychowuje twoje dzieci, ale dla mnie była matką- zrobiłam małą
przerwę wdychając powietrze- Straciłam ją, ale do jasnej cholery ty mi
obiecałeś! Obiecałeś że mnie nie zostawisz! – mój załamany głos był coraz
głośniejszy, niemal krzyczałam- pieprzony nowotwór! Nie miałeś kiedy
zachorować? Akurat w tym momencie kiedy potrzebowałam cię bardziej niż zwykle?-
łzy napływały mi do oczu- Boże, jaka ja jestem głupia! Przychodzę tu w rocznice
twojej śmierci i robię ci wyrzuty- kręcąc niedowierzanie głową, chwyciłam
torbę, założyłam na ramie i czym szybciej wybiegłam ze cmentarza ocierając łzy.
-Wróciłam!-
poinformowałam ciocie, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Szybko wbiegłam
po schodach do pokoju, aby ciotka nie zaczęła swojego filozoficznego wykładu na
temat mojego zachowania. Kocham moją ciocie i jestem wdzięczna jej za to że
razem z wujem się mną zaopiekowali po śmierci rodziców, ale w takie dni jak
dzisiaj wole nie zaczynać z nią rozmowy bo nie skończyła by się ona miło.
Cholernie
tęsknie za tatą i wbrew pozorom wcale nie obwiniam go o to że mnie zostawił. W
końcu nie on o tym decydował. Nie rozumiem czemu Bóg odbiera najważniejsze mi
osoby.
Za każdym razem kiedy jadę autobusem do szkoły mijam mój stary dom,
wspomnienia odradzają się na nowo, wspólne kolacje za czasu kiedy rodzicie byli
jeszcze przed rozwodem, pięcioletni Kacper, który biega po całym domu jak
szajbus i rozwala niby przypadkiem wszystko co mu wpadnie do rąk- co zresztą
zostało mu do teraz- mama gotująca włoskie dania, tata czytający gazetę i pijący ziołową herbatę, którą przygotowywała
mu wcześniej matka - minimalnie uśmiechnęłam się wspominając te miłe chwile z
moją rodziną, a nie było ich za dużo. Rodzice prawie codziennie się kłócili,
wydawało by się że są razem tylko ze względu na mnie i Kacpra, aż w końcu
uznali że bez sensu jest ciągnąć to dalej, rozstali się bez większych kłótni o
majątek, dom sprzedali, podzieli się majątkiem po połowie, ja z bratem zostałam
z mamą, a z tatą widywaliśmy się co weekend. Rok później mama wracając z pracy
zginęła w wypadku, potrącił ją kierowca tira, który podczas jazdy załatwiał swoje
‘osobiste’ sprawy przez telefon – uśmiech z mojej twarzy momentalnie znikł - A
niech zginie w pudle!- wysyczałam przez zaciśnięte zęby, opadając bezsilna na
łóżko.
Po
śmierci mamy miałam regularne wizyty z psychologiem, byłam w depresji, w
najgorszych momentach sięgałam nawet po żyletkę. Mama nie tylko była moją
rodzicielką, była moją najlepszą przyjaciółką, mówiłam jej o wszystkim,
mieliśmy niesamowicie dobry kontakt, strata jej była dla mnie ciosem. – zalałam
się łzami, tak bardzo za nią tęsknie, brakuję mi nawet jej stanowczego, a
czasem przyprawiającego o strach głosu, kiedy opieprzała mnie albo mojego brata
gdy coś spieprzyliśmy. Tata mnie wspierał wiedział jak bardzo mi jej brakuje,
był dla mnie jedynym oparciem. Pół roku później podczas gdy naprawiał dach,
szczebelek od drabiny, na której stał złamał się, uderzył głową o ziemie,
podczas gdy lekarze prześwietlali mu czaszka sprawdzając czy nie ma jakiś
większych urazów przez przypadek wykryli raka mózgu. Co prawda nie był on duży
i tak bardzo zagrażający życiu, jednak z roku na rok rósł i wiadomo do czego
doprowadził.
Wiecie jaki to jest okropne uczucie, jak to okropnie kuje w sercu gdy widzisz swojego
własnego tatę leżącego na szpitalnym łóżku, przypiętego do setki kabelków, a
lekarz karze ci pożegnać się z nim, po czym odłączą cały sprzęt, który
podtrzymuje go przy życiu, potem słyszysz już tylko coraz szybsze pikanie, a
oczy zalewają ci się łzami, cała drżysz, uświadamiasz sobie że on odszedł, że
go już nie ma, lekarz jeszcze tylko notuje godzinie zgonu, posyła współczujące
spojrzenie dla całej rodziny i wychodzi z sali.
-
Złaś ze mnie idioto! – krzyknęłam do brata, który właśnie skakał po mnie jak
małpa, co sprawiało mu przyjemność, a to że się zdenerwowałam jeszcze bardziej
służy jego humorowi – uderzając Kacpra poduszką, zrzuciłam go z łóżka,
wypchnęłam z pokoju, po czym trzasnęłam głośne drzwiami i zamknęłam je na klucz
–
wredna suka!- wrzasnął to tak aby nie usłyszeli go ciotka i wujek.
Co za
bezczelny bachor, ma zaledwie dziewięć lat, a klnie jak jakaś latawica.
Spoglądając na zegarek, który wskazywał dziesiątą rano zaklnęłam pod nosem.
Miałam iść o dziewiątej po świadectwo do szkoły, którego nie odebrałam wczoraj
na zakończeniu bo zamiast tego poszłam na cmentarz. Wyjęłam z szafki biała bluzkę
na ramiączkach z jakimś obrazkiem, i krótkie spodenki. Czerwiec wyjątkowo w tym
roku w Polsce był bardzo ciepły, co pozwalało mi na taki wybór. Popędziłam do
łazienki, która o dziwo była wolna, wzięłam prysznic, ubrałam w wcześniej
przygotowane ubrania i zrobiłam lekki makijaż. Zbiegając po schodach rzuciłam
tylko krótki „hej”, założyłam trampki, rzuciłam monotonnie, krótkie „pa” i
wyszłam z domu. Postanowiłam że pojadę rowerem żeby nie stać autobusem w
korkach.
Mimo mojego spóźnienia specjalnie się nie śpieszyłam, zamiast tego
wybierałam okrężne drogi przyglądając się przy tym całemu Gdańsku. Te miasto
jest piękne, a to moje ostatnie dni spędzone w nim, mimo że wyjeżdżam stąd z
ulgą, ponieważ za dużo bolesnych wspomnień kojarzy mi się z tym miejscem, będę
tęskniła w końcu tu się wychowałam. Za trzy dni wyjeżdżam z ciocią, wujkiem i
moim pożal się Boże bratem do Australii, moich korzeni. Kiedyś jeździłam tam co
roku do rodziny na wakacje, a teraz tam zamieszkam.
Nie będzie mi zbyt brakowało
znajomych bo w zasadzie to po śmierci rodziców i tak nie utrzymywałam z nimi
większego kontaktu. Może to i ja ich od siebie odpychałam, ale mimo wszystko
byli moimi przyjaciółmi-tak mi się bynajmniej wydawało- powinni o mnie
„walczyć”. Nie wiem, może naoglądałam się za dużo amerykańskich filmów…
Jedynie
Adrian jako tako mnie wspierał i mimo moich sprzeciwów troszczył się o mnie i
spędzał czas. Będę za nim tęskniła, no ale zawsze zostają wakacje i ferie żeby
go odwiedzić, no i rozmowy przez internet, choć wątpię w to że będziemy ze sobą
tak bardzo utrzymywać kontakt.
Będąc
już przy szkole, zapięłam rower o barierkę.
Weszłam do szkoły z uśmiechem
wiedząc że to już moje ostatnie spotkanie z nią. Skręciłam w prawo do
sekretariatu, poprosiłam panią Gosie- za którą tak w ogóle za bardzo nie
przepadałam zresztą chyba z wzajemnością- o świadectwo – uśmiechnęła się do
mnie krzywo, na co nie zwróciłam zbytnio uwagi bo bardzo często w taki sposób
okazywała mi swoją niesympatie- swoimi zgrabnymi dłońmi jak na jej masę- podała
mi świadectwo wraz z świstkiem potwierdzający odebranie
– ma pani może
długopis? – zapytałam starając się przyjaźnie uśmiechnąć na co ona jeszcze
bardziej wykrzywiła swój uśmiech –o ile to możliwe- westchnęła i podała mi
czarny długopis. Jednym ruchem podpisałam dokument i z ulgą na twarzy wyszłam z
sekretariatu kierując się w stronę wyjścia.
Wsiadłam na rower i tym razem pojechałam prosto do domu aby nie tracić czasu.
_________________________________________________________________________
A więc jest pierwszy rozdział. Mam do niego mieszane uczucia bo jest to w końcu pierwszy rozdział. Napisałam takie małe wprowadzenie do tej całej historii. Proszę być wyrozumiałym ponieważ dopiero uczę się tworzyć opowiadania, jest to moje pierwsze. Jestem w tym całkiem zielona.
Jeśli w ogóle ktoś to przeczytał to proszę o jakiś komentarz, krytykę cokolwiek, po prostu chciałabym wiedzieć że ktoś się tym zainteresował.
Co do Janoskians to możecie być pewni że pojawią się już w następnym rozdziale. Lecz raczej nie planuje jak na razie pisać z ich perspektywy, ale jeszcze się nad tym zastanawiam :)
Więc zapraszam was na mojego Twittera (@ohhmylukey) jeśli macie jakieś pytania lub po prostu chcecie trochę z kimś pogadać :))
A i oczywiście na koniec pragnę dodać że ten piękny szablon został wykonany przez jedną z szabloniarek ze strony www.szablonownica.blogspot.com i serdecznie polecam wam tą stronę (:
Bardzo urzekł mnie Twój styl pisania. Jest zrozumiały, a bogate opisy i słownictwo dodają mu wartości. Myślę, że wpadnę tu jeszcze, zerknąć jak Ci idzie, ale nie tylko. Zaciekawił mnie pierwszy rozdział i myślę, że drugi i kolejne będą tak samo ciekawe. Tak, że czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńZapraszam też do mnie, nawet jeśli nie jesteś Directioner byłoby mi bardzo miło, gdybyś przeczytała i (jeśli chcesz) skomentowała http://be-my-little-hero.blogspot.com/.
Życzę weny na dalsze rozdziały.
Ps. Wyłącz sobie weryfikacje obrazkową przy dodawaniu komentarzy, bo ludzi zniechęca to do komentowania.
@luvmyjadley
Bardzo dziękuje za swoją opinie to wiele dla mnie znaczy :) Jestem Directioner i z chęcią wpadnę do ciebie i poczytam jak znajdę trochę wolnego czasu i ciszy :) I dziękuję także za rade :)
UsuńBardzo mnie zaciekawił pierwszy rozdział, i to jak prostym, a za razem ciekawym stylem piszesz. Życzę Ci powodzenia w pisaniu tej "historii" i na pewno będę wpadać tu częściej. Przepraszam że piszę z "Anonima" ale nie jestem teraz w domu i nie mam dostępu do swoich kont.
OdpowiedzUsuńJeszcze raz powodzenia :)
Świetny *0* informuj mnie proszę ;) @ahhmygrande x
OdpowiedzUsuń