środa, 4 grudnia 2013

Rozdział I


- Minęły dwa lata. To tak dużo? Prawda? Po mimo tego nie ma dnia żebym nie myślała o tym, co by było- przykucając nad grobem założyłam wystającą spoza koka grzywkę za ucho- co by było gdyby, gdybyś tu był – łkając, zaczerpnęłam głęboki oddech, jakbym przygotowywała się do nurkowania, a potem powoli go wypuściłam- Cholera jasna! Przecież dobrze wiesz jak się odbiła na mnie śmierć matki, przez ten cholerny wypadek moje życie wywróciło się do góry nogami – siedząc po turecku patrzyłam w zachmurzone niebo- może dla ciebie to była tylko kobieta, która wychowuje twoje dzieci, ale dla mnie była matką- zrobiłam małą przerwę wdychając powietrze- Straciłam ją, ale do jasnej cholery ty mi obiecałeś! Obiecałeś że mnie nie zostawisz! – mój załamany głos był coraz głośniejszy, niemal krzyczałam- pieprzony nowotwór! Nie miałeś kiedy zachorować? Akurat w tym momencie kiedy potrzebowałam cię bardziej niż zwykle?- łzy napływały mi do oczu- Boże, jaka ja jestem głupia! Przychodzę tu w rocznice twojej śmierci i robię ci wyrzuty- kręcąc niedowierzanie głową, chwyciłam torbę, założyłam na ramie i czym szybciej wybiegłam ze cmentarza ocierając łzy.

-Wróciłam!- poinformowałam ciocie, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Szybko wbiegłam po schodach do pokoju, aby ciotka nie zaczęła swojego filozoficznego wykładu na temat mojego zachowania. Kocham moją ciocie i jestem wdzięczna jej za to że razem z wujem się mną zaopiekowali po śmierci rodziców, ale w takie dni jak dzisiaj wole nie zaczynać z nią rozmowy bo nie skończyła by się ona miło.
  Cholernie tęsknie za tatą i wbrew pozorom wcale nie obwiniam go o to że mnie zostawił. W końcu nie on o tym decydował. Nie rozumiem czemu Bóg odbiera najważniejsze mi osoby. 
Za każdym razem kiedy jadę autobusem do szkoły mijam mój stary dom, wspomnienia odradzają się na nowo, wspólne kolacje za czasu kiedy rodzicie byli jeszcze przed rozwodem, pięcioletni Kacper, który biega po całym domu jak szajbus i rozwala niby przypadkiem wszystko co mu wpadnie do rąk- co zresztą zostało mu do teraz- mama gotująca włoskie dania, tata czytający gazetę i pijący ziołową herbatę, którą przygotowywała mu wcześniej matka - minimalnie uśmiechnęłam się wspominając te miłe chwile z moją rodziną, a nie było ich za dużo. Rodzice prawie codziennie się kłócili, wydawało by się że są razem tylko ze względu na mnie i Kacpra, aż w końcu uznali że bez sensu jest ciągnąć to dalej, rozstali się bez większych kłótni o majątek, dom sprzedali, podzieli się majątkiem po połowie, ja z bratem zostałam z mamą, a z tatą widywaliśmy się co weekend. Rok później mama wracając z pracy zginęła w wypadku, potrącił ją kierowca tira, który podczas jazdy załatwiał swoje ‘osobiste’ sprawy przez telefon – uśmiech z mojej twarzy momentalnie znikł - A niech zginie w pudle!- wysyczałam przez zaciśnięte zęby, opadając bezsilna na łóżko.
Po śmierci mamy miałam regularne wizyty z psychologiem, byłam w depresji, w najgorszych momentach sięgałam nawet po żyletkę. Mama nie tylko była moją rodzicielką, była moją najlepszą przyjaciółką, mówiłam jej o wszystkim, mieliśmy niesamowicie dobry kontakt, strata jej była dla mnie ciosem. – zalałam się łzami, tak bardzo za nią tęsknie, brakuję mi nawet jej stanowczego, a czasem przyprawiającego o strach głosu, kiedy opieprzała mnie albo mojego brata gdy coś spieprzyliśmy. Tata mnie wspierał wiedział jak bardzo mi jej brakuje, był dla mnie jedynym oparciem. Pół roku później podczas gdy naprawiał dach, szczebelek od drabiny, na której stał złamał się, uderzył głową o ziemie, podczas gdy lekarze prześwietlali mu czaszka sprawdzając czy nie ma jakiś większych urazów przez przypadek wykryli raka mózgu. Co prawda nie był on duży i tak bardzo zagrażający życiu, jednak z roku na rok rósł i wiadomo do czego doprowadził.
  Wiecie jaki to jest okropne uczucie, jak to okropnie kuje w sercu gdy widzisz swojego własnego tatę leżącego na szpitalnym łóżku, przypiętego do setki kabelków, a lekarz karze ci pożegnać się z nim, po czym odłączą cały sprzęt, który podtrzymuje go przy życiu, potem słyszysz już tylko coraz szybsze pikanie, a oczy zalewają ci się łzami, cała drżysz, uświadamiasz sobie że on odszedł, że go już nie ma, lekarz jeszcze tylko notuje godzinie zgonu, posyła współczujące spojrzenie dla całej rodziny i wychodzi z sali.


- Złaś ze mnie idioto! – krzyknęłam do brata, który właśnie skakał po mnie jak małpa, co sprawiało mu przyjemność, a to że się zdenerwowałam jeszcze bardziej służy jego humorowi – uderzając Kacpra poduszką, zrzuciłam go z łóżka, wypchnęłam z pokoju, po czym trzasnęłam głośne drzwiami i zamknęłam je na klucz
– wredna suka!- wrzasnął to tak aby nie usłyszeli go ciotka i wujek.
Co za bezczelny bachor, ma zaledwie dziewięć lat, a klnie jak jakaś latawica. Spoglądając na zegarek, który wskazywał dziesiątą rano zaklnęłam pod nosem. Miałam iść o dziewiątej po świadectwo do szkoły, którego nie odebrałam wczoraj na zakończeniu bo zamiast tego poszłam na cmentarz. Wyjęłam z szafki biała bluzkę na ramiączkach z jakimś obrazkiem, i krótkie spodenki. Czerwiec wyjątkowo w tym roku w Polsce był bardzo ciepły, co pozwalało mi na taki wybór. Popędziłam do łazienki, która o dziwo była wolna, wzięłam prysznic, ubrałam w wcześniej przygotowane ubrania i zrobiłam lekki makijaż. Zbiegając po schodach rzuciłam tylko krótki „hej”, założyłam trampki, rzuciłam monotonnie, krótkie „pa” i wyszłam z domu. Postanowiłam że pojadę rowerem żeby nie stać autobusem w korkach. 
  Mimo mojego spóźnienia specjalnie się nie śpieszyłam, zamiast tego wybierałam okrężne drogi przyglądając się przy tym całemu Gdańsku. Te miasto jest piękne, a to moje ostatnie dni spędzone w nim, mimo że wyjeżdżam stąd z ulgą, ponieważ za dużo bolesnych wspomnień kojarzy mi się z tym miejscem, będę tęskniła w końcu tu się wychowałam. Za trzy dni wyjeżdżam z ciocią, wujkiem i moim pożal się Boże bratem do Australii, moich korzeni. Kiedyś jeździłam tam co roku do rodziny na wakacje, a teraz tam zamieszkam.
  Nie będzie mi zbyt brakowało znajomych bo w zasadzie to po śmierci rodziców i tak nie utrzymywałam z nimi większego kontaktu. Może to i ja ich od siebie odpychałam, ale mimo wszystko byli moimi przyjaciółmi-tak mi się bynajmniej wydawało- powinni o mnie „walczyć”. Nie wiem, może naoglądałam się za dużo amerykańskich filmów…
Jedynie Adrian jako tako mnie wspierał i mimo moich sprzeciwów troszczył się o mnie i spędzał czas. Będę za nim tęskniła, no ale zawsze zostają wakacje i ferie żeby go odwiedzić, no i rozmowy przez internet, choć wątpię w to że będziemy ze sobą tak bardzo utrzymywać kontakt.

Będąc już przy szkole, zapięłam rower o barierkę. 
  Weszłam do szkoły z uśmiechem wiedząc że to już moje ostatnie spotkanie z nią. Skręciłam w prawo do sekretariatu, poprosiłam panią Gosie- za którą tak w ogóle za bardzo nie przepadałam zresztą chyba z wzajemnością- o świadectwo – uśmiechnęła się do mnie krzywo, na co nie zwróciłam zbytnio uwagi bo bardzo często w taki sposób okazywała mi swoją niesympatie- swoimi zgrabnymi dłońmi jak na jej masę- podała mi świadectwo wraz z świstkiem potwierdzający odebranie 
– ma pani może długopis? – zapytałam starając się przyjaźnie uśmiechnąć na co ona jeszcze bardziej wykrzywiła swój uśmiech –o ile to możliwe- westchnęła i podała mi czarny długopis. Jednym ruchem podpisałam dokument i z ulgą na twarzy wyszłam z sekretariatu kierując się w stronę wyjścia. 
Wsiadłam na rower i tym razem pojechałam prosto do domu aby nie tracić czasu.
_________________________________________________________________________



A więc jest pierwszy rozdział. Mam do niego mieszane uczucia bo jest to w końcu pierwszy rozdział. Napisałam takie małe wprowadzenie do tej całej historii. Proszę być wyrozumiałym ponieważ dopiero uczę się tworzyć opowiadania, jest to moje pierwsze. Jestem w tym całkiem zielona.
Jeśli w ogóle ktoś to przeczytał to proszę o jakiś komentarz, krytykę cokolwiek, po prostu chciałabym wiedzieć że ktoś się tym zainteresował.
Co do Janoskians to możecie być pewni że pojawią się już w następnym rozdziale. Lecz raczej nie planuje jak na razie pisać z ich perspektywy, ale jeszcze się nad tym zastanawiam :)
  Więc zapraszam was na mojego Twittera (@ohhmylukey) jeśli macie jakieś pytania lub po prostu chcecie trochę z kimś pogadać :)) 
A i oczywiście na koniec pragnę dodać że ten piękny szablon został wykonany przez jedną z szabloniarek ze strony www.szablonownica.blogspot.com i serdecznie polecam wam tą stronę (:

4 komentarze:

  1. Bardzo urzekł mnie Twój styl pisania. Jest zrozumiały, a bogate opisy i słownictwo dodają mu wartości. Myślę, że wpadnę tu jeszcze, zerknąć jak Ci idzie, ale nie tylko. Zaciekawił mnie pierwszy rozdział i myślę, że drugi i kolejne będą tak samo ciekawe. Tak, że czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

    Zapraszam też do mnie, nawet jeśli nie jesteś Directioner byłoby mi bardzo miło, gdybyś przeczytała i (jeśli chcesz) skomentowała http://be-my-little-hero.blogspot.com/.

    Życzę weny na dalsze rozdziały.
    Ps. Wyłącz sobie weryfikacje obrazkową przy dodawaniu komentarzy, bo ludzi zniechęca to do komentowania.

    @luvmyjadley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za swoją opinie to wiele dla mnie znaczy :) Jestem Directioner i z chęcią wpadnę do ciebie i poczytam jak znajdę trochę wolnego czasu i ciszy :) I dziękuję także za rade :)

      Usuń
  2. Bardzo mnie zaciekawił pierwszy rozdział, i to jak prostym, a za razem ciekawym stylem piszesz. Życzę Ci powodzenia w pisaniu tej "historii" i na pewno będę wpadać tu częściej. Przepraszam że piszę z "Anonima" ale nie jestem teraz w domu i nie mam dostępu do swoich kont.
    Jeszcze raz powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny *0* informuj mnie proszę ;) @ahhmygrande x

    OdpowiedzUsuń